

Wielkanoc za chwilę…Wyciągam stare zeszyty z przepisami mojej Mamy i wspominam bardziej niż w inne dni.Umarła w Wielkanoc…Przerzucam coraz cieńsze kartki z tych kulinarnych zapisków w nadziei,że odnajdę tamte smaki i zapachy,że będę w stanie odtworzyć je sama,własnoręcznie,bez pomocy,bez możliwości zatelefonowania ,zapytania…Upiekłam babeczki-wyszły doskonale.Trochę nad nimi popłakałam,trochę podumałam i wiem,że w babeczkowym dziele nie przyniosłam wstydu maminej tradycji.
Byłam na działce,nazrywałam buszpanu i gałązek do wazonów.I łapię się na tym ,że robię w ten przedświąteczny czas całą masę rzeczy ,podobnie jak Mama.Te wszystkie zabiegi,rytuały…Kiedyś traktowane jak nieszkodliwe dziwactwo –dziś są oczywistością najoczywistszą.To są momenty ,w których czuję…może lepiej nie opowiem o tym…


