niedziela, 23 września 2012
wtorek, 18 września 2012
Zachcianka
Przyznam się do pewnej słabości w moim hafciarstwie krzyżykowym,o którym tu ostatnio było niewiele.A do którego znowu ostatnio wzdycham.I jak bumerang powraca do mnie upodobanie do haftowanych ,naiwnych obrazków ,charakterystycznych dla amerykańskiego historycznego "krzyżykowania".Jak zobaczyłam "maminy ogród' firmy Blackbird Designs to sny na jego temat miałam już konkretne.Podesz łam do sprawy zawodowo i wzór zakupiłam ,przełykając pigułę cenową bo rzecz oczywiście w walucie usa.I teraz już tylko czekanie i nici kompletowanie.Jest piękny i tak sobie na niego popatruję i widzę go na ścianie w moim "salonie".Ta sama firma oferuje też inne cudeńko "Christmas garden".Takie dwa...do kolekcji...Polskie koleżanki krzyżykowe dzielą się wzorami ,nawet jeśli za nie zapłaciły.Koleżanki zagraniczne odmawiają.Nie dziwię sie temu i dziwię.Jeśli chce się kupowac takie wzory to miłe hobby staje się kosztowną zachcianką.Jasne-raz na jakis czas można ale kto wyszywa ten zna ciągle niezaspokojony głód nowych wzorów.Każda z nas ma ich tyle,że przez tysiąc lat by ich wszystkich nie wydziergutkała.Ale porządny nałóg,wzorowo hodowany domaga sie świeżej dostawy,o!
ps.fotka z netu
sobota, 8 września 2012
Tajemniczy ogród?
Nie,to moja codzienna rowerowa trasa do pracy przez pusty Park Szczytnicki.Jeszcze słońce,jeszcze kalendarzowe lato ale inny zapach w powietrzu,inne światło,kolory coraz bardziej ku jesieni.Bardzo lubię te codzienne wycieczki przez park.
środa, 5 września 2012
Tytułem wstępu i powitania
Każdy przedmiot to będzie nowy post,pod którym chętne osoby mogą pozostawiać informację z propozycja kupna. Obowiązuje zasada"kto pierwszy -ten kupuje".A pózniej proszę o informację mailową i tam będziemy omawiać resztę.Tak ,jak na większości naszych internetowych targów.Dziś pierwsza partia ,z biegiem dni zamieszczę jeszcze parę.Aby zacząć zakupy wystarczy kliknąć na adres bloga na pasku bocznym pod moim zdjęciem.Zapraszam zatem.I miłych zakupów.
ps.wszystkie rzeczy będą wysłane listem lub paczkę poleconą i cena wysyłki będzie zależała wyłącznie od wagi przedmiotu..
sobota, 25 sierpnia 2012
Stawy Milickie cz.2- skansen

SSSSps.pragnę dodać ,że wszystkie zdjęcia ze Stawów Milickich zostały skorygowane nieco w ps przez moją córkę,Asię.
niedziela, 19 sierpnia 2012
czerwone kuchenne
Kiedy uczęszczałam do szkoły fotograficznej to wertowałam
sporo podręczników na temat robienia zdjęć .I wśród całego mnóstwa dobrych rad
najbardziej podobały mi się takie „prawie złote myśli”. Jeden pan fotograf znany
stwierdził , że najlepsze zdjęcia zrobił nie wychodząc z własnej kuchni. Jest
to wyzwanie, dla mnie szczególne bo kuchnię mam małą i światło dobre w niej tylko pod wieczór.
Ale co tam…Dziś w kuchni rządziło czerwone i malinowe a to
za sprawą przetwórstwa malinowego i
nowych czerwonych miseczek. Miseczki ma w sprzedaży Dekoria , której tu reklamować
nie trzeba. Takoż więc udałam się do Świdnicy, do sklepu firmowego Dekorii i
miski kupiłam a przy okazji maliny na
plantacji też. Nie rozpisuje się tu dziś zbytnio bo jak maliny to nalewka
malinowa i w mojej gorzelni czeka na mnie filtrowanie pierwszego nalewu i ciąg
dalszy produkcji.”Nalew”-ale to brzmi….
Biegnę więc do nalewu i zostawiam WAS z czerwonym kuchennym
na fotkach z parapetu.
środa, 15 sierpnia 2012
Na wyciągnięcie ręki...
Wakacje w tym roku spędzaliśmy w domu. Trudno tu o jakieś
rewelacje. Ale zdarzył się jeden dzień prawdziwie wakacyjnej przygody i o nim
chcę napisać. Nie jestem z Dolnego Śląska, więc właściwie okoliczne
miejscowości do których jadę pierwszy raz są dla mnie atrakcyjne bo nieznane.
I tak było tym razem bo pojechaliśmy do Rudy Sułowskiej,84km
od Wrocławia, w samo serce Doliny Baryczy, a konkretnie Stawów Milickich.
Barycz, w tym miejscu zwalnia swój bieg i dlatego już
kilkaset lat temu można tu było założyć rybne stawy hodowlane, które
funkcjonują do dziś. Ale nie o historii tego miejsca chcę pisać ani nie o
hodowli ryb. Po przecież podróże ,te dalekie i bliskie, to tak naprawdę
kolekcjonowanie wrażeń i emocji, i one są dla mnie najistotniejsze.
Pojęcie staw to się raczej kojarzy z płytkim, niewielkim
zbiornikiem. A Stawy Milickie, choć niegłębokie ,to rozległe, porównywalne do
jezior akweny. Jest tam po prostu pięknie. Większość terenu to rezerwat
przyrody, do którego można wchodzić tylko z przewodnikiem. Więc cisza, w której
słychać tylko ptaki i wiatr. Niesamowite
wrażenie, kiedy się pomyśli, że kilkadziesiąt kilometrów dalej szumi swym własnym życiem duże miasto, tak
hałaśliwe i ludne.
Mieliśmy okazję przez kilka chwil pobyć w rezerwacie nad stawami, popatrzeć na setki
ptaków wodnych, porobić zdjęcia, pozachwycać się zielenią. Po stawach nie można
pływać, na groblach między nimi zabroniony jest wszelki ruch pojazdów, więc
trafia się w sam środek miejsc cichych, niezadeptanych. Prawie dziewiczych. I zaraz
przychodzi smutna myśl, ile traci przyroda w miejscach, w których człowiekowi
pozwala się na wszystko.
Trudno w jednym poście opisać cały ciekawy dzień nad stawami
,pokazać wszystko, dlatego postanowiłam dawkować w postach moje zachwyty nad nowo
odkrytym miejscem. Bo było i gospodarstwo rybne i skansen, i całe mnóstwo
bagiennych rośli widzianych po raz pierwszy …A najważniejsze, że tyle nowego, nieznanego
a aparat kocha takie wyzwania i prawie się tam matryca zagotowała. I taka
dziecięca radość z odkrycia takiego urokliwego miejsca i wyobraźnia, jak tam
pięknie musi być jesienią ,zima i na wiosnę. I JA TAM WTEDY NA BANK BĘDĘ.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Lubię kolaże.Są takie jak życie-mieszanina wszystkiego w różnych proporcjach.Gdzieś na blogu u kogoś przeczytałam,że lubi ta blogowa koleżanka czytać o codzienności.Blog przypadkowo otwarty i post pierwszy z brzegu przeczytany ale spodobało mi sie to lubienie.I to tej niezapamiętanej koleżance dedykuję dzisiejszy post.Bo codzienność w gruncie rzeczy mi sie podoba.Niecodziennie zdarzają się jakieś "medialne fajerwerki",o których spiszymy sie chwalic na swoich blogach.U mnie dziś niedziela,do południa przesnuta w piżamie.I zrobione nalepki na słoiki z nutellą i ajvarem,zaczęty duży haft,pogapienie się na koty,które oswajają nowy kosz do spania.Czas na zrobienie torebek na nasionka,jak już papiery i kartoniki były w ruchu,i czas na skończenie wyszywanki pod pierwsze świąteczne zamówienia.I placki były ziemniaczane-krupnik sie na foty nie załapał,i kompot .Zlepki,okruchy codzienności schwytane i zapisane,ze swoją barwą i zapachami....fajna niedziela i jeszcze trwa....





















